Blog

ANOTHER DOOR GAME

Wiem, wiem, gier z drzwiami, otwieraniem, zamykaniem, sprawdzaniem, zaglądaniem jest u mnie wyjątkowo dużo. Ale cóż zrobić… 😉 Tym razem propozycja na atrakcyjne zajęcia z wykorzystaniem drzwi wykonanych z pudełka po butach. Będzie kilka wariantów, dostosowanych zarówno do typowo jesiennej tematyki, jak i do innych treści, które mogą pokrywać się z kręgiem Waszych zainteresowań. Komu nie chce się czytać- ogląda filmik. Kto woli tekst pisany- wkładamy okulary i czytamy. Zapraszam serdecznie!

GUESS WHO!

CZEGO POTRZEBUJĘ: kartonu (przyda się każdy jaki macie pod ręką), flashcards, obrazki, sylwety- w zależności od wariantu gry, który wybierzecie

A oto opis:

Drzwi z kartonu po butach (bo taki akurat miałam) powstały w następujący sposób: dno przecięłam nożem pozostawiając jedną krawędź nienaruszoną; nakleiłam kolorowe prostokąty z papieru; doczepiłam klamkę z nakrętki (u mnie przy pomocy plasteliny, co jednak nie jest zbyt dobrym pomysłem, jeżeli zamierzamy bawić się z dziećmi- polecam przykleić klejem magicznym):

Kluczowa w mojej zabawie jest powstała specjalnie na tę okazję rymowanka. Możemy dzięki niej wprowadzić lub powtórzyć elementy domu. Warto przy tym używać rąk do pokazywania o czym w danej chwili mówimy (co dokładnie pokazuję w filmiku):

Ceiling, window, walls and floor.

Someone’s knocking at the door!

Who is it? Who is it?

Better check it, quick! Quick!

Po recytowaniu rymowanki- pokazywanki czas na zagadkę- kto tam czai się za drzwiami? I tak mamy do wyboru kilka opcji:

1. Powtarzamy nazwy zwierząt.

Wystarczy, że za drzwiami rozlegnie się odgłos konkretnego zwierzęcia, a dzieci już wiedzą, już krzyczą: „It’s a cow!”, „It’s a cat!”, „It’s a snake!”. Warto podkreślić, że w tym wariancie korzystamy ze zwierząt, których odgłosy potrafimy naśladować 😀 Gdy dzieci są pewne, że odgadły prawidłowo- pozwalamy jednemu z nich otworzyć drzwi, za którymi trzymamy mały obrazek przedstawiający zwierzątko. Proste? Jasne, że tak. No to jedziemy dalej.

2. Powtarzamy nazwy zwierząt, których odgłosów nie potrafimy naśladować, a dodatkowo zależy nam na usprawnianiu spostrzegania wzrokowego.

Idealne do tego wariantu są na przykład zwierzęta leśne, których nazwy ćwiczymy właściwie przez większą część jesieni i zimy. Przygotowujemy poszczególne zwierzęta w postaci sylwet na patykach i zza drzwi wyłaniają się jedynie poszczególne części ciała: a to ogon, a to uszy, a to rogi. W ten sposób łatwo skupić uwagę dzieci tam, gdzie chcemy 😉

Dzieci rozpoznają zwierzęta po fragmentach ciała i jest to dla nich wspaniała zabawa. Pamiętamy, aby ćwiczyć konstrukcję zdania: „It’s a deer”, a dodatkowo można włączyć całe ciało do pracy, bo czyż można mówić o jeleniu nie pokazując przy tym jego okazałych rogów? Z mojego doświadczenia wynika, że nie 😉

3. Utrwalamy nazwy członków rodziny lub po prostu postaci.

W tym wariancie pomogą nam zarówno flashcards, jak i (ponownie!) nasz własny głos. Gdy wierszyk zostanie powiedziany, zza drzwi usłyszeć będzie można: „It’s me! Open the door!”. Każdorazowo będziemy swój głos zmieniać pod względem wysokości tak, aby można go było rozpoznać jako kobiecy lub męski, dziecięcy lub dojrzały. Z moich doświadczeń wynika, że warto także udawać niemowlę- dzieci to uwielbiają! (bo nawet 3-latki są przecież już duże, a tu takie małe bobo 😉 ). W tej opcji można powtórzyć zarówno nazwy członków rodziny („It’s daddy!”), jak i postaci („It’s a man”).

I jeszcze jedno- można w tym momencie spróbować przemycić aspekt wychowawczy. Niestety ciągle zdarza się, że małe dzieci zostawiane są bez opieki w domu (wiemy o tym, bo albo same nam o tym mówią relacjonując poprzedni dzień albo mówi nam o tym policja informując, że dzieci zostały już odebrane nieodpowiedzialnym osobom- niestety true story 🙁 ). W mojej zabawie pojawia się więc jeszcze jedna postać. Zza drzwi odzywa się dziecięcy głosik „It’s me- open the door!”. Gdy wybrane dziecko otwiera okazuje się, że za drzwiami nie stoi girl or boy, ale postać mroczna, którą dzieci bez trudu rozpoznają i określają jako negatywną- może włamywacz, złodziej albo porywacz dzieci. „No! Don’t open up to anyone!”. W tym momencie dajemy dzieciom znać, że nie wszystko jest takie, jakie mogłoby się wydawać i może lepiej w ogóle nie otwierać tych drzwi? Albo popatrzeć przez wizjer/ judasz czy jak to się u Was nazywa. Ale to już całkiem inna historia…

Jak podobał się Wam dzisiejszy wpis? Będziecie korzystać z moich propozycji? Wolicie czytać czy obejrzeć filmik? Dajcie znać w komentarzach!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *