Blog

The depth of the ocean

Lato zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim typowe wakacyjne tematy: mi niezmiennie z wakacjami kojarzy się morze, szum fal, plaża i palące słońce. A korzystając z tego, że niedługo obchodzony jest Dzień Oceanów mam dla Was propozycję zabaw związanych właśnie z życiem w oceanach. Kto bowiem nie chciałby się zanurzyć w ciekawy podwodny świat pełen kolorów i fantazyjnych kształtów… uważajcie tylko na rekina i spółkę! Maski do nurkowania są? Więc zaczynamy!

DIVING IN THE OCEAN

CZEGO POTRZEBUJĘ: flashcards lub planszy „Scuba diving equipment”, planszy „Ocean world” (obie możecie stworzyć sami, jeżeli nie macie akurat nic podobnego. Zajmuje to trochę czasu, ale jaka przyjemna aktywność…), ilustracji przedstawiającej podwodny świat, opcjonalnie: papieru i kredek

Zaczynamy od umieszczenia planszy lub flashcards w widocznym miejscu- nie możemy ich trzymać, bo ręce będą nam potrzebne do czegoś innego. Najlepiej sprawdzi się zawieszenie ich na tablicy lub ścianie (ściana to opcja dla odważnych, którym nie straszna wizyta dyrektora lub współlokatora- z doświadczenia wiem, że nawet plastelina przeznaczona do ściany może być przyczyną powstania tłustych plam lub odpadnięcia tynku…). Idealnie byłoby też w różnych miejscach pomieszczenia poukładać obrazki przedstawiające ławice ryb, koralowce, gąbki i inne wodorosty. Ale to sporo pracy więc niekoniecznie. Gdy mamy już wszystko gotowe możemy wprowadzić dzieci do zabawy słowami: „Let’ s go on an adventure! We need some stuff- wskazujemy na naszą planszę i wspólnie z dziećmi udajemy, że zakładamy kolejne elementy wyposażenia.- Put on your wetsiut. Put on your fins. Put on your gloves. Put on your mask. Take your tank”. Powtarzając wyrażenie „put on” przy każdym elemencie tworzymy sytuację tzw. drylu językowego- dzięki temu dzieci mają możliwość zapamiętania wyrażenia jakby mimochodem, podczas realnej (no nie do końca) czynności. Oczywiście ilość elementów wyposażenia dopasujcie do wieku i możliwości Waszych dzieci, ale polecam „założyć” przynajmniej cztery- wytworzy to specyficzną atmosferę prawdziwej podróży wgłąb oceanu. Gdy cały sprzęt jest już na miejscu udajemy, że wskakujemy do wody, zanurzamy się (uwaga- można imitować dźwięk bąbelków!) i nurkujemy. Jeżeli wcześniej przygotowaliście salę- teraz jest czas na jej zwiedzanie i oglądanie obrazków lub eksponatów- wszystko oczywiście „pływająco”. Po tym można już zasiąść w kole i przejść do drugiej planszy. Będziemy ją oglądać i kolejno nazywać występujące w oceanie zwierzęta. Ja wybrałam: fish, shark, jellyfish, dolphin, octopus, crab, shell, starfish. Oczywiście słownictwo wprowadzamy stopniowo- max 4 wyrazy na raz. Ale nie zaszkodzi o nich wspomnieć. W tej zabawie nie będziemy powtarzać słówek- ma to być jedynie podróż wgłąb oceanu i okazja do zobaczenia co możemy tam zobaczyć.

A gdy już się napatrzymy z niepokojem zerkamy na naszą wyimaginowaną butlę i mówiąc „We’re runing out of air” zachęcamy do powrotu na powierzchnię. Możemy wrócić tą samą drogą mijając różne stworzenia. Po wynurzeniu (koniecznie z odpowiednimi odgłosami) zaczynamy procedurę rozbierania się ze sprzętu: „Take off your mask. Take off your gloves…”.

U maluszków pewnie na tym skończymy zajęcia, bo im młodsze dzieci tym krótszy czas skupienia. Jako podsumowanie zajęć proponuję zapytać każdego z osobna: „What do you like the most?”- niech pokażą na planszy lub flashcard lub powiedzą po polsku. Wy nazwijcie dany element w języku angielskim i zaproponujcie, żeby każdy narysował to, co najbardziej mu się podobało. Istnieje całkiem spora szansa, że większość grupy wybierze rekina 🙂 I dobrze- jeżeli dziesięć razy powtórzycie shark to może w którejś główce zostanie 😉

OCEAN DISCO

CZEGO POTRZEBUJĘ: flashcards przedstawiających zwierzęta oceanu, nagrania ulubionej energetycznej piosenki (koniecznie w języku angielskim!)

Zabawa ruchowa utrwalająca słownictwo. Myślę, że należałoby zacząć od prezentacji flashcards z wyraźnym nazwaniem zwierząt i wspólnym wymyśleniem odpowiedniego ruchu lub gestu, który od tej pory będzie się nam kojarzył z danym stworzeniem. Na pewno już coś Wam chodzi po głowie. Ryba- łatwizna, rekin- szczerzymy paszczę, krab- ręce ułożone w „Y” , meduza- „falujemy” na dole rękoma…. Co tylko przyjdzie Wam do głowy. Gdy już wszystkie zwierzątka mają swój znak rozpoznawczy możemy je wspólnie przećwiczyć głośno nazywając i pokazując ruch. Utrwalone? Nie? Tym lepiej- utrwali się w zabawie. Puszczamy super energetyczną piosenkę (ma być przecież zabawa, a bez szaleństwa to żadna zabawa), a podczas tańca zatrzymujemy muzykę i pokazujemy flashcards głośno wymawiając nazwę- zadaniem dzieci jest wykonanie określonego gestu/ ruchu. Gdy już wszyscy się zmęczą (czyli nigdy… ale możemy przyjąć, że po pewnym czasie warto odsapnąć) przechodzimy do kolejnej zabawy- tym razem trochę spokojniejszej, ale równie angażującej.

BICOLOUR FISH

CZEGO POTRZEBUJĘ: dwukolorowych sylwet rybek z papieru

To prosta zabawa utrwalająca znajomość nazw kolorów. Dwukolorowe rybki kładziemy na podłodze. Zadaniem dzieci jest nazwanie kolorów poszczególnych rybek: „red and blue”, „yellow and pink”. Żeby nikt się nie wystraszył proponuję brać tylko ochotników i do tego sami powinni sobie wybrać rybkę. Pamiętajcie, żeby wykonać rybki w barwach, które są znane Waszym dzieciom- no chyba, że chcecie wprowadzić jakiś nowy kolor. Ale pamiętajcie, żeby robić to stopniowo- ja zawsze wprowadzam tylko jeden kolor na jednych zajęciach.

Wariant tej zabawy jest taki: dziecko nazywa tylko jeden kolor z danej rybki- np. wybiera rybę pomarańczowo-zieloną, a nazywa jedynie kolor zielony. Zadaniem kolejnej osoby jest odszukanie ryby, która ma w sobie kolor pomarańczowy i nazwanie go. I tak dalej, i tak dalej…

HUNGRY FISH

CZEGO POTRZEBUJĘ: ryb z poprzedniej zabawy, kolorowych kółeczek z papieru/ nakrętek/ innych małych elementów, kostek do gry

Zabawa, która wydaje się bardzo prosta- wbrew pozorom może przysporzyć wielu problemów naszym dzieciom. Jej zadaniem jest pomoc najmłodszym w zrozumieniu o co chodzi w grach planszowych typu „ściganki”. Myślę, że prościej już nie da się posiąść tajemnej wiedzy związanej z rzucaniem kostką i poruszaniem się określonej liczby pól… Jeżeli jesteście rodzicami dzieci, którym trudność sprawiają tego typu gry, ta zabawa Wam pomoże. Jeżeli jesteście nauczycielami, którzy chcą w miarę szybko objaśnić zasady gier ściganek- zachęcam do wykorzystania mojej propozycji. Gotowi? Do dzieła!

Zaletą tej gry jest to, że tworzymy ją każdorazowo z dostępnych elementów, a jej złożoność uzależniamy od możliwości i potrzeb uczestników. Kolejnym plusem jest to, że grę możemy „rozłożyć” dosłownie wszędzie- na stoliku, podłodze, ławce, chodniku, trawie… Możliwości są nieograniczone. Uczestników może być kilku, można też grać we dwoje lub samodzielnie- gdy tylko dziecko dojdzie do wprawy nic nie stoi na przeszkodzie, żeby samo poćwiczyło. Wreszcie- gra jest pretekstem do treningu umiejętności przeliczania elementów, nazywania kolorów, kształtów, wielkości… czego sobie tylko wymarzycie- to od Was zależy jej wykonanie.

Wersja dla początkujących:

W pewnej odległości od siebie umieszczamy dwie rybki- jedna będzie płynęła do drugiej, a płynąc będzie pożerała pokarm- kółka, nakrętki lub co tam macie pod ręką. Chyba jasnym już jest, że rybka pożera tylko tyle pokarmu ile oczek wyskoczy na kostce. Pamiętajcie, żeby liczyć po angielsku! Ja w swojej grze specjalnie na kostkach narysowałam fioletowe kropki- takie też są koła, które będzie zjadała rybka. Ma to na celu maksymalne pokazanie dziecku o co chodzi z tymi oczkami i poruszaniem się po polach. Jak już wspomniałam- prościej się nie da 😉

Wersja dla zaawansowanych:

Możemy zaprosić innych uczestników i każdemu stworzyć drogę dla ich rybek- koniecznie z innych elementów! W ten sposób ćwiczymy nazwy kolorów, kształtów, wielkości itp. Im więcej osób tym bardziej gra nam się rozrasta, ale też tym weselej. Opcja dla super matematyków: rzucamy dwoma kostkami i sumujemy liczbę oczek- to dopiero wyzwanie! 🙂

HAPPY OCTOPUS

CZEGO POTRZEBUJĘ: ośmiornicy stworzonej z papieru (może być też z rolki po papierze toaletowym- ulubiony materiał wszystkich nauczycieli przedszkolnych 😀 ), różnych papierowych elementów (kół, trójkątów, serduszek itp), kartoników z cyframi

Znowu liczenie! Ale nie tylko- będziemy też nazywać kształty, kolory i dopasowywać cyfry do ilości elementów. Jak to często u mnie bywa- wymyśliłam prostą rymowankę, która pomoże ukierunkować uwagę dzieci i urozmaici zabawę. Rymowankę prezentuje ośmiornica zwracając się do dzieci:

Little children look at me:

count green circles- one, two, three!

Zadaniem dzieci jest odnalezienie wszystkich zielonych kół na mackach ośmiornicy i policzenie ich. Oczywiście liczymy nie tylko zielone koła, a w rymowance zmieniamy słowa tak, aby nam pasowały. Gdy elementy są policzone przyporządkujemy do nich kartonik z odpowiednią cyfrą. Warto po liczeniu jeszcze raz zapytać dziecka: „How many green circles are there?”, aby osłuchało się z pytaniem i je zapamiętało.

Tak naprawdę nie musicie tworzyć bardzo skomplikowanej ośmiornicy- wystarczy wyciąć koło, dorysować oczy i buzię, a macki tworzyć na bieżąco z dostępnych elementów- nakrętek, koralików, ziaren, guzików… W ten sposób- jak w poprzedniej zabawie tworzymy materiały w zależności od potrzeb, bez zbędnego wycinania 🙂

Na dziś koniec zabaw w głębinach oceanu. Już wkrótce druga część, a w niej jak zawsze zestaw propozycji łączących w sobie zarówno główkowanie jak i ruch 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *