Blog

O powrocie do przedszkola i poczuciu bezpieczeństwa

Dziś od razu zaczynam od anegdotki. Będąc na studiach słyszałam wiele opowieści od wspaniałych wykładowców, których miałam całą masę (o dziwo, pamiętam nazwisko tylko jednego, tego, przed którym wszyscy drżeli… No, może jeszcze nazwisko promotorki). Nie wiem na ile przytaczana przeze mnie historia jest prawdziwa, ale gdy byłam studentką zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Otóż ten konkretny wykładowca z racji na swój staż pracy, stopień naukowy, a także płeć (bo wówczas w sfeminizowanym zawodzie pedagogów, gdy było się facetem to zajmowało się koniecznie stanowisko menedżerskie lub robiło się w kontroli) nadzorował różne formy instytucjonalnej opieki nad dziećmi. Pewnego razu wizytował dom dziecka, gdzie okazało się, że w grupie zdrowych niemowląt jest tylko jedno, które pełza/raczkuje. Głowił się i głowił, dlaczego reszta dzieci, pomimo braku fizycznych ograniczeń, nie rozwija się w sposób harmonijny tak, jak wynika to z kalendarza osiągnięć. Czy chłopczyk, o którym mowa rozwija się szybciej od innych ze względu na wrodzone zdolności? Czy to możliwe, żeby reszta dzieci miała spowolnione tempo rozwoju? Po wnikliwym śledztwie stwierdził, co następuje: owo dziecię było tak urodziwe, tak słodkie, że wszystkie panie, pod których opieką się znajdowało dużo częściej nosiły je, czule głaskały, przytulały, zachwycały się: jaki jesteś śliczny, jaki kochany. Jego potrzeba bezpieczeństwa i miłości została zaspokojona, a tym samym zostały spełnione także warunki, dzięki którym chłopiec mógł zacząć się rozwijać, wejść na kolejny level.

Uzasadnienie to jest zgodne z tzw. piramidą Maslowa, która zakłada, że istnieje hierarchia potrzeb, które uaktywniają się w określonej kolejności, a warunkiem ich uaktywnienia jest spełnienie potrzeb niższych.

Właśnie tak można wytłumaczyć zachowanie wspomnianych przeze mnie dzieci z domu dziecka. Chłopczyk miał zrealizowane zarówno potrzeby fizjologiczne, jak i potrzebę bezpieczeństwa. Mógł zacząć dążyć do innych celów, eksplorować świat, podejmować próby samodzielnego poruszania się. Jego rówieśnicy- nie zaznawszy czułości i opieki- pozostawali na tym samym poziomie rozwoju. Wg teorii Maslowa dopiero po realizacji potrzeb niższych pojawiają się wyższe. Trudno jest wyruszyć zdobywać świat, gdy człowiek koncentruje się na zapewnieniu sobie odrobiny ciepła, miłości i bezpieczeństwa. Trochę smutna ta historia, ale nie martwcie się- wg słów wykładowcy, po wizytacji i przeszkoleniu pań opiekunek wszystko zakończyło się happy endem. Ile w tym prawdy wie tylko on i pracujące tam osoby- jeżeli oczywiście istniały 😀

Chociaż teoria potrzeb Maslowa doczekała się wielu słów krytyki i została wielokrotnie podważona to jednak badacze zgadzają się, że zaraz za pierwotnymi potrzebami fizjologicznymi znajduje się potrzeba bezpieczeństwa i prawie zawsze występuje przed potrzebą rozwoju. Co więcej hierarchia potrzeb różni się zarówno w zależności od poszczególnych kultur, jak i grup wiekowych osób badanych. Temat kultury pominę. Eksperci twierdzą, że potrzeba miłości jest niezwykle silna u dzieci i warunkuje pojawienie się innych, wyższych potrzeb. Z kolei wśród dorosłych nie ma już takiego wielkiego znaczenia (a to niespodzianka! Dla mnie zawsze była i nadal jest bardzo istotna, ale co ja tam wiem skoro zatrzymałam się emocjonalnie na poziomie szesnastolatki…). W każdym razie, jeżeli poczucie bezpieczeństwa i miłości jest dla dzieci ważne, a realizacja tych potrzeb warunkuje pojawienie się innych, rodzi się pytanie: jak będą funkcjonować nasze dzieci, gdy te podstawowe potrzeby nie zostaną zaspokojone? Czy zaważy to na ich stanie psychicznym? Czy pozwoli dalej się rozwijać czy może stanie się przyczyną bierności lub wycofania? Pytania te zadaję w związku z obecną sytuacją i stopniowym powrotom części dzieci do placówek opiekuńczych- żłobków i przedszkoli.

Po dwóch miesiącach wolnego (nie, nie dla Was kochani Rodzice, nie dla Was Nauczyciele- dla dzieci, Wy pracowaliście na dwóch, a często pewnie na trzech etatach) powrót może okazać się niemałym wyzwaniem. Tym bardziej, że nie wracamy do rzeczywistości, którą znamy, ale do całkiem innego, nowego świata. Dla wielu moich koleżanek sytuacja jest EKSTREMALNIE STRESUJĄCA, jak bowiem pogodzić potrzeby dzieci, których znajomość wynika ze znajomości psychologii małego człowieka, dotychczasowy styl pracy i wypracowane metody z aktualnymi wymogami i obostrzeniami? Wydaje się to nierealne. Mam nadzieję, że tylko wydaje- w przeciwnym razie otwieranie placówek byłoby totalnie bez sensu (tak, jestem świadoma, że dużo przemawia za tą właśnie tezą, ale nie o tym chcę tu dyskutować). Nie lubię załamywać rąk, nie lubię słów „nie da się”, „nie poradzę sobie” (chociaż łapię się za głowę i krzyczę Olaboga! bardzo chętnie). Wolę pomyśleć, zaplanować i zacząć działać, bo obecnie trzeba zrobić wszystko, żeby zadbać o zdrowie psychiczne naszych wychowanków w tym pokręconym świecie. Możecie zarzucić mi, że łatwo mi mówić, bo mnie to nie dotyczy- nie wracam przecież do pracy jak Wy więc po co się wypowiadam? Ok, macie rację. Możecie darować sobie ten wpis, po co się denerwować, mamy i tak dużo zmartwień 🙂 Kto chce zostać i przeczytać moje wypociny- zapraszam:)

Jakiś czas temu trochę egoistycznie pomyślałam sobie, że oto nastał koniec pewnej epoki, że praca, jaką znałam i kochałam przybierze odtąd inny, nieznany i nieokreślony jeszcze kształt. Czy rozwiązania wyuczone i wypracowane przez lata dalej będą się sprawdzać? Jakie metody trzeba będzie wdrożyć, żeby osiągnąć zamierzone cele- nie tylko te dydaktyczne, ale i wychowawcze? Jak budować poczucie pewności dzieci, jak kształtować umiejętność współpracy i współdziałania, skoro nie można poprowadzić zabaw w kole, zajęć Ruchu Rozwijającego Sherborne, zabaw uczących szacunku i akceptacji rówieśników? Jednym słowem: jak żyć (panie premierze)? Potem nagle myśl: to przecież nie o ciebie tu chodzi, tylko o dzieci! Trzeba zrobić wszystko, żeby poczuły się bezpiecznie. Przede wszystkim dla zdrowia psychicznego. Ale także dlatego, że jeżeli potrzeba bezpieczeństwa nie zostanie zaspokojona to po prostu nie ruszą dalej. Nie będzie miejsca na rozwój, bo dzieci skupione będą na poszukiwaniu ochrony, opieki, stabilizacji.

Mam kilka przemyśleń i postanowiłam się nimi z Wami podzielić. Na pewno o większości pomyśleliście sami i jesteście świetnie przygotowani do powrotu do przedszkoli, ale może ten wpis podpowie Wam coś, o czym akurat nie pomyśleliście. Mi zawsze coś umyka.

Co zrobić, aby zapewnić dzieciom poczucie bezpieczeństwa:

ZADBAĆ O STAŁOŚĆ

Rutyna jest przewidywalna. Rutyna jest bezpieczna. Rytuały i ich cykliczność pomagają dzieciom zorientować się w rzeczywistości, w czasie i przestrzeni. Zadbajmy o niezmienny plan dnia lub tygodnia (jeżeli chcecie na przykład dwa razy w tygodniu prowadzić angielski lub rytmikę). Gdy dwa lata temu obejmowałam grupę trzylatków na początku roku stworzyłam obrazkowy plan dnia uwzględniający posiłki, zabawy, leżakowanie, plac zabaw i oczywiście przyjście rodziców. Kilka razy dziennie przeglądałam go i omawiałam z dziećmi w zależności od ich potrzeb. Szukaliśmy w jakim punkcie dnia akurat się znajdujemy i co jeszcze musimy odbębnić, żeby przyszli rodzice. Wierzę, że chociaż części dzieci to pomogło 🙂 Pamiętajmy też o stałym miejscu przy stoliku- dla niektórych to bardzo ważne. I przepraszam, ale muszę to napisać- nie pozwólmy niektórym dorosłym bezkarnie zmieniać miejsc dzieciom- bo dziś nie ma Jacusia to usiądziesz sobie na jego miejscu, a mi będzie łatwiej podać podwieczorek. Sorry, ale dla niektórych to nie do przeżycia, a w tym szczególnym czasie nie dokładajmy sobie i innym trudności.

ZADBAĆ O CZAS

Przedszkole nie jest przechowalnią. Choć większość rodziców oddaje dziecko do przedszkola po to, aby móc pójść do pracy, nie możemy zapominać, że poza opiekuńczą pełnimy także funkcję wychowawczą i dydaktyczną. Nie mówię, że mamy teraz realizować punkt po punkcie Podstawę Programową, ale coś robić trzeba. I to nie dla czystości własnego sumienia, ale po to, żeby zająć dzieciom czas. Żeby podpowiedzieć w co i w jaki sposób się bawić- bo ileż można rysować przy stoliku lub budować domek z klocków? Te bardziej kreatywne dzieci znajdą sobie coś do roboty, choć może być ciężko przy ograniczonym asortymencie. A te mniej pewne siebie dzieci, które na co dzień nie za bardzo wiedzą co ze sobą zrobić? Niewiele brakuje do schowania się w kąciku z palcem w buzi (a tego przecież też nie wolno!). Moim zdaniem trzeba więc poprowadzić zajęcia, nawet jeżeli polegać one by miały na przeczytaniu opowiadania, rozmowy na temat obrazka czy też zaśpiewania piosenki i wykonania do niej prostego układu choreograficznego. Karty pracy chyba też nie są zabronione, tak samo jak manipulacja różnego rodzaju materiałami. Po tym już niech sobie idą rysować.

Co zrobić, żeby skutecznie wypełnić dzieciom czas? Aby nie miały okazji zatęsknić za rodzicami, którzy przez dwa miesiące byli dostępni na każde zawołanie? Zapewnijmy atrakcyjne aktywności, dostarczmy pozytywnych wrażeń. Przynieśmy coś fajnego do roboty- może liście, może kamienie do pomalowania farbami/ mazakami? Może orzechy do stworzenia łódek i puszczania ich w miseczkach z wodą? A może po prostu dajmy chętnym dzieciom skakanki, woreczki, coś, do czego zwykle w sali nie ma dostępu? Opracujmy grafik korzystania z tych przedmiotów, przy okazji pokazując dzieciom, jak odczytywać informacje zapisane przy pomocy symboli.

Skoro już jesteśmy przy wypełnianiu czasu- zaproponujmy dzieciom stworzenie amuletu. Przytulanki przecież zabronione. Warto pomyśleć o zrobieniu czegoś, co w razie potrzeby pocieszy. Czegoś wesołego, co poprawi humor. Czegoś trwałego, co będzie można ścisnąć w razie potrzeby. Czegoś, co zostanie w przedszkolu, będzie zawsze czekać odłożone w bezpiecznym miejscu. Może figurka z masy solnej? Trochę roboty z tym jest, wiadomo, ale gdy potem pomaluje się farbami i „zaimpregnuje” wikolem- może służyć bardzo długo, nawet poddawane zabiegom dezynfekcyjnym.

A tak na marginesie mała podpowiedź. Warto skompletować osobiste zestawy przyborów biurowych- kredki, kleje i nożyczki. Można je podpisać i umieścić w osobnych kubeczkach- ułatwimy sobie tym samym życie- nie trzeba dezynfekować przed każdymi zajęciami i po każdym użyciu (tak mi się wydaje). Poza tym posiadanie czegoś swojego, czegoś, czego nie może dotknąć nikt inny także wzmacnia poczucie bezpieczeństwa.

ZADBAĆ O RUCH

Już nasiedzieliśmy się w domach podczas kwarantanny. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wyjść na plac zabaw. W każdym przedszkolu są przecież panie woźne (a czasami, u szczęściarzy, nawet pan dozorca)- z dezynfekcją zabawek ogrodowych nie powinno być problemu. Dla dzieci będzie to namiastka normalności. A może też nie puszczać wszystkich non stop samopas, a zorganizować proste zabawy chodnikowe? W mojej głowie już coś kiełkuje i pewnie wkrótce zdradzę coś więcej na ten temat.

Oczywiście w salach nie będziemy prowadzić zabaw w kole wymagających kontaktu i współpracy, ale pomimo ograniczeń można zadbać o ekspresję ruchową. Znacie metodę aktywnego słuchania muzyki Batii Strauss? Na pewno znacie. Kto nie zna- niech sprawdzi na youtube. Dzieciaki nie muszą siedzieć w kole czy w grupach. Można rozsadzić je po całej sali, a w ogóle to nie trzeba sadzać. Warto też odkurzyć instrumenty- przecież i tak będziemy co chwila dezynfekować zabawki więc kilka rzeczy więcej nie sprawi większej różnicy (chyba). Czas kwarantanny rozwijał kreatywność, Internet aż kipiał od filmików przedstawiających pomysły na spędzenie wolnego czasu przy wykorzystaniu przeróżnych przedmiotów codziennego użytku. A kto ma być kreatywny jak nie nauczyciele, którzy kombinują na co dzień? No właśnie 🙂 Przy okazji pamiętamy, że muzyka łagodzi obyczaje. Słuchajmy jej często, uczmy dzieci piosenek, starajmy się poprowadzić zabawy z chociażby elementami umuzykalnienia.

ZADBAĆ O BLISKOŚĆ

Obecność fizyczna i dotyk łagodzą napięcia. Czy zachęcam Was do tulenia dzieci? Nie. Choć każdy jest świadomy tego, jak bliskość- także ta fizyczna- wpływa na funkcjonowanie człowieka (nie tylko tego małego, ale i dorosłego przecież) rozumiem, że z tuleniem, a nawet z dotknięciem dłoni będzie problem. Ale chyba można dotknąć plecków lub ramienia dla dodania otuchy, prawda? Pogłaskać po głowie, włosach. Nie zastąpi to wzięcia na kolana czy uścisku, ale w ostateczności powinno wystarczyć… Bliskość okazujemy nie tylko fizycznie. Ważne, żeby w tym dziwnym czasie być szczególnie życzliwym dla dzieci- co ja mówię- nie tylko dla dzieci, ale w ogóle dla siebie wzajemnie! Dobre słowo, pochwała, zrozumienie. Ale też- a może przede wszystkim- uśmiech i dobry humor. Skoro dorośli się boją to pomyślmy jak bardzo boją się dzieci. A uśmiech jest zaraźliwy, a pozytywne nastawienie udziela się innym. I jeszcze coś. Pamiętajmy o aktywnym towarzyszeniu dziecku każdego dnia. Dorosły, który tylko biernie obserwuje, nie daje poczucia bezpieczeństwa. Starajmy się być blisko psychicznie- wiedzieć co poszczególni wychowankowie robią, na jakim etapie pracy są, w jakim przyszli humorze. W ten sposób będziemy mogli monitorować ich bieżące potrzeby i w razie czego wesprzeć silnym ramieniem. Nawet jeśli tylko metaforycznie.

Jeszcze krótki cytat na sam koniec:

„To nie sztuka zdobyć się na bohaterstwo, gdy się jest odważnym. Prawdziwa sztuka to być tchórzem i zrobić coś bohaterskiego. Właściwie, to odważny może być tylko ten, kto nie jest odważny”.

Rafał Kosik- „Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi”.

Jesteście bohaterkami i bohaterami. Nie zapominajcie o tym 🙂

Dajcie znać w komentarzach, jak radzicie sobie w tym szalonym świecie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *